niedziela, 13 lipca 2008

Miałam na tym blogu pisać o sprawach osobistych, moich przemyśleniach. Po nocnych przygodach z 13,07,08 właśnie zaczynam to robić. To co mnie w nocy wtedy spotkało, mogło mi się nie przydarzyć, gdyby posłuchała swojej intuicji, to co mi podpowiada podświadomość.
Porównuje to do przypowieści o mężczyźnie, który utonął mimo, że by go uratowano, gdyby tylko przyjął pomoc. Napiszę w skrócie – była powódź, mężczyzna siedzi na dachu swojego domu. Podpłynęła jedna łódź ratunkowa – odesłał ją, mówiąc, że jest wierzący i Bóg go uratuje. Drugą łódź i helikopter też odprawił. Utonął. Trafił do nieba, jeszcze ociekający wodą idzie do Boga z pretensjami, że go nie uratował, a on tak w niego wierzył. Na to mu Bóg mówi: a kto Ci wysłał dwie łodzie i helikopter?
Wracałam z wesela Sylwii i Jarka . Wybrałam inną drogę niż mi podpowiadała podświadomość – pierwsza myśl, żeby jechać autostradą , ale sobie pomyślałam, że przez Krzeszowice nie powinno być dużo dłużej, bo puste drogi o takiej późnej porze. Jechałam i w któryś momencie cały czas jeden samochód jechał ciągle za mną – jechałam jak na mnie wolno, bo coś nie chciałam się spotkać tej nocy z policją i poustawianych było mnóstwo fotoradarów na trasie. Intuicja mi podpowiadała, aby zjechać na zajezdnie autobusów w Młoszowej, aby już nie jechał ten samochód za mną Pomyślałam, że to głupie i jechałam dalej. W Chrzanowie miałam 5 minut do domciu i pomyślałam sobie, że niedługo przytulę się do podusi. Dojeżdżam do czerwonych świateł i myśl - nie zatrzymuj się, jedz dalej. Jednak się zatrzymałam, niestety samochód, jadący za mną, się nie zatrzymał. Ponad 1,5 godziny spędziliśmy załatwiając sprawy dotyczące kolizji. Chłopaczek zrobił przysługę kolegom i koleżankom i pojechał po nich na imprezę.
Ale wracając do sedna tego postu, to uważam, że warto słuchać swojej intuicji, podświadomości – ja nie posłuchałam, choć kilka razy miałam podpowiedzi, abym zrobiła inaczej.
Czy też Was spotykają podobne sytuacje?

0 komentarze: