Nasi mężowie w pracy, a my z Martą i z dziećmi poszłyśmy na spacer nad morze.
Pogoda nam dopisywała – było ciepło, tylko wszędzie unoszący się kurz. Ale i tak nam się podobało. Wbudzaliśmy spore zainteresowanie mieszkańców Szanghaju. Dwie kobiety z czwórką dzieci – to jest ciekawostka na ulicach dzielnicy, w której mieszkaliśmy. Niestety w Chinach jest ograniczenie dotyczące liczby dzieci i można mieć tylko jedno na małżeństwo. Ci, którzy chcą następne dziecko, muszę płacić wysoki podatek. Nie wszystkich na taki luksus, jakim jest posiadanie drugiego dziecka, stać.

Wszędzie pełno rowerów. Są to stare, zardzewiałe rowery, które u nas już dawno zagościły na śmietnikach. A W Szanghaju ciągle takie rowery w użytku :)
A propo wyrazu „rower”. Dla Chińczyków ciężkie ( niemożliwe) do wymówienia jest „R”, a na słysząc słowo rower, otrzepują się ;)
Fotografując uderzyłam w wystający z chodnika słupek. Dopiero po godzinie czasu odważyłam się zerknąć na ranę :D
Jedzonko po chińsku:) zupa nie przypominała naszej zupy – była to woda bez dodatku przypraw, tylko z kapustą. Na szczęście dostaliśmy ją za darmo, więc nie było żalu jej zostawić na talerzu ;) Nam z Martą smakowało jedzonko, dzieci tez coś znalazły dobrego dla siebie.
W kolejnym poście – nasza wyprawa do Centrum Szanghaju. Serdecznie zapraszam do oglądania i komentowania.

0 komentarze:
Prześlij komentarz